niedziela, 10 listopada 2013

Future.

Przeglądam blogi, artykuły, gazety. Wszyscy piszą o tym samym. O jesiennych depresjach i o tym, jak się im nie dać. O tym co poprawia humor i co warto robić, aby nie złapać tak popularnego teraz "doła".
Właściwie też myślałam dziś o pozytywnym podejściu do życia i o tym chciałam stworzyć post. Ale wraz z szóstym kubkiem herbaty przyszły do mnie zupełnie inne przemyślenia. Usiadłam i myślę o przyszłości.


To dziwne, ale większość ludzi czeka na to, co będzie. Na jutro, na sobotę, na imprezę, na urodziny, na wyjście, na zakupy, na spotkanie. Czeka i cieszy się tym, co będzie. A ja? A ja doszłam do wniosku, że chyba gdzieś tam, jednak się tego boję. Wszyscy mają takie cudne plany. Studia, miłości, potem praca, dom, dzieci, tak, tak. Przecież jeszcze niedawno też tak wyobrażałam sobie przyszłość. Tylko skoro wszyscy o tym marzą, to co jeśli... akurat mnie się nie uda? 
To absurdalne ale zastanawiam się co będzie, jeśli wszyscy znajdą sobie drugie połówki, a ja nie. Jeśli wszyscy pięknie zdadzą testy gimnazjalne i maturę, a mnie pójdzie słabo. I tak dalej, można by wymieniać bez końca. Nie chodzi mi o to, że teraz popadnę w depresję, bo mnie może się nie udać. Chodzi o realne spojrzenie na życie.
Popijam kolejną herbatę i myślę czy spełnię swoje marzenia. Czy za dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat przypomnę sobie dzisiejszy wieczór i z uśmiechem powiem sama do siebie "no i o co ja się tak bałam?" Chciałabym tego najbardziej na świecie. Takiego wewnętrznego spokoju, że wszystko mi się udało, że jest tak, jak chciałam by było. 






I życzę Wam jak najwięcej pozytywnego myślenia, skoro nagle wszystkim jest tak źle. I przemyśleń tylko takich jak moje - może troszkę smutnych, ale nie wpędzających w żadną depresję.
Trzymajcie się ciepło! :*




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz